gospodarstwa rolne warmińsko-mazurskie""

Strona Główna
Czytasz wiadomości wyszukane dla słów: gospodarstwa rolne warmińsko-mazurskie""
 




Temat: Kotek, kot, sierściuch
Na prowincji: warmińsko-mazurskie, gospodarstwo rolne na końcu świata...



i powiększenie:



(RAW -> jpg, sprzęt ze stopki, szkło: "kit")





Temat: Preferencyjna linia kredytowa dla rolników
Starosta Gołdapski informuje, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi wyraził zgodę na uruchomienie procedury otwarcia preferencyjnej linii kredytowej na wznowienie produkcji dla gospodarstw rolnych poszkodowanych w wyniku klęski suszy i gradobicia, jakie miały miejsce w województwie warmińsko- mazurskim w 2005 r.

Pomoc kredytowa obejmuje producentów rolnych, w których gospodarstwach komisje powołane zarządzeniami Wojewody Warmińsko- Mazurskiego stwierdziły i oszacowały straty.

Procedura ubiegania się o kredyt „klęskowy” jest następująca:

- wniosek o udzielenie kredytu przez bank należy złożyć na właściwym druku (formularze wniosków znajdują się w Powiatowym Zespole Doradztwa Rolniczego i bankach),

- wniosek kredytowy powinien być pozytywnie zaopiniowany przez komisję powołaną zarządzeniem Wojewody,

- wniosek kredytowy, po uzyskaniu pozytywnej opinii Wojewody należy złożyć w banku, z którym ARiMR podpisała stosowną umowę.

Szczegółowych informacji dotyczących kredytów preferencyjnych udziela Powiatowy Zespół Doradztwa Rolniczego.

Źródło: Starostwo Powiatowe w Gołdapi





Temat: Sprzedam magazyn zbożowy w Warmińsko-Mazurskim
Witam. Mam do sprzedania magazyn zbożowy znajdujący się w mieście Barciany, 20km od miasta Kętrzyn w województwie Warmińsko-Mazurskim.
W okolicach, gdzie położony jest magazyn, znajduje się bardzo dużo gospodarstw rolnych, które korzystają z usług tegoż magazynu. Jest on w stanie bardzo dobrym, użytkowany po dziś dzień. Chcę go sprzedać, gdyż postanowiłem odejść już na emeryturę. Oto podstawowe informacje na temat obiektu:

- powierzchnia użytkowa : 1 200 m2.
- działka : 0,52 ha
- waga wozowa : 40 ton
- wywrotnica : 20 ton
- urządzenia do transportu zboża
- wialnia (urządzenie do czyszczenia zboża)
- pomieszczenie sanitarne
- pomieszczenie biurowe
- media : woda, prąd
- w pomieszczeniach kanał samochodowy

W celu uzyskania dokładniejszych informacji proszę o kontakt telefoniczny :

Ryszard Bełczącki

- (089) 753 11 65 - w godzinach 7-15
- 783 995 651 - w godz. 7 - 20

P.S. Z uwagi na swe położenie oraz możliwości przekształcenia owych magazynów na rzecz innej branży, obiekt ten doskonale nadaje się na rozpoczęcie lub poszerzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej.



Temat: Bocianie przyloty - 25 marca
Spotkanie w Żywkowie

Bocianie przyloty - 25 marca

W 2006 roku co najmniej raz w miesiącu w trakcie pobytu bocianów w Żywkowie (woj. warmińsko - mazurskie, powiat Bartoszyce) zapraszamy członków i sympatyków PTOP oraz wszelkich bocianich przyjaciół do odwiedzenia Gospodarstwa rolnego PTOP, spotkania się w miłym gronie, wsłuchania i wpatrzenia w bociany białe, a przy okazji pracy na świeżym powietrzu na rzecz bocianiego gospodarstwa.Bocianie przyloty to pierwsze czysto towarzyskie spotkanie. Jeśli przylecą pierwsze bociany, to upajamy się ich widokiem i czekamy na więcej. Jeśli ich jeszcze nie będzie to czekamy i zadzieramy głowy wysoko do góry z przekonaniem, że tego dnia na pewno pierwsze przylecą, a my będziemy je tam wspólnie witać. Może też pierwsze żabie koncerty? A żurawie i szpaki będą na pewno!!!
Święto pierwszego dnia wiosny w Żywkowie.
>>> więcej informacji



Temat: Podatki
Podatki to zwyczajna kradzież. Ekonomiczne skutki są identyczne dla każdego rozboju. Prakseologicznie wygląda to inaczej : podatki są regularne, szeroko akceptowane i sprawiają pozory "poprawności prawnej". No tak, sądząc po Twoim awatarku najlepszy jest drapieżny kapitalizm z niewolnictwem jako podstawą systemu ekonomicznego. Nic tylko pogratulować:D

Nie obrażając nikogo kto z tamtych terenów pochodzi, ale taka ściana wschodnia to przedstawia się jak u Wędrowycza, sami bimbrownicy i byli pracownicy PGRów Ekhm, w szeroko pojętej Polsce Wschodniej stopień rolnictwa uprzemysłowionego był stosunkowo niski - za wyjątkiem może obecnego warmińsko-mazurskiego, jeśli to województwo wzorem PO RPW uznamy za wschodnie. Największe problemy z obszarami popgrowskimi są na ziemiach odzyskanych, a w szczególności w zachodniopomorskim. To tam można było tworzyć PGRy na terenach dużych, opuszczonych gospodarstw rolnych. Tak tytułem sprostowania pewnych stereotypów

A poza tym miałem tu coś napisać, ale nie miałem czasu, a teraz dyskusja zeszła na inne tematy.



Temat: PiS-owskie KLITUŚ BAJDUŚ
ROLNICTWO Dopłaty utknęły w urzędach

Spóźnione miliony

Rozpoczynają się prace polowe, a tysiące rolników w Polsce nie dostało jeszcze dopłat bezpośrednich za 2005 rok. Opóźnienia wynoszą nawet kilka miesięcy. Najbardziej tracą na tym duże gospodarstwa, które wiosną muszą najwięcej zainwestować w rozpoczęcie produkcji.

Kwota zaległości przekracza 700 mln zł. - Przed rokiem gospodarze dostawali pieniądze w dwa tygodnie od otrzymania decyzji, że są uprawnieni do odebrania pomocy. Teraz ciągnie się to wiele miesięcy - mówi "Rz" Bogdan Aleksiejczuk, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej. Najgorzej sytuacja wygląda w Małopolsce, w której urzędnicy rozpatrzyli niespełna 70 proc. wniosków o przyznanie dopłat. Najlepiej jest w Kujawsko-Pomorskiem, gdzie tylko 3 proc. gospodarzy czeka na decyzje.

Urzędnicy przerzucają się odpowiedzialnością za opóźnienia. Ministerstwo Rolnictwa winą obciąża Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która odpowiada za obsługę dopłat. - Oceniam jej pracę krytycznie - mówi "Rz" wiceminister rolnictwa Jan Ardanowski.

Centrala agencji twierdzi natomiast, że winne są jej regionalne oddziały. - Dokumenty z biur powiatowych, które do nas trafiają, są pełne błędów i uchybień. Musimy je odsyłać do poprawki, a to wydłuża oczekiwanie rolników -mówi "Rz" Iwona Musiał, rzecznik agencji. Szwankuje też system informatyczny, który rejestruje dopłaty.

d.e.

VIDE: dzisiejsza "RZEPA"
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060414/ekonomia/ekonomia_a_1.html




Temat: studia podyplomowe
Witam! Ukończyłam studia licencjackie na kierunku nierolniczym. Teraz, chciałabym podjąć studia podyplomowe uprawniajace mnie do przejecia gospodorstwa rolnego w przyszlym roku w ramach rent strukturalnych. Prosze o konkretną informacje, czy STUDIA PODYPLOMOWE
WIEDZY O UNII EUROPEJSKIEJ „AGRO-UNIA” w Uniwesytecie Warmińsko - Mazurskim w Olsztynie uprawniaja mnie do przejecia gospodarstwa. (pozostale warunki sa spelnione). Zaznaczam, że w programie studiów jest jeden z 4 wymaganych przez ustawe przedmiot Organizacja produkcji rolniczej. Czy TE STUDIA SA WYSTARCZAJACE?



Temat: Brykiet ze słomy - producenci
Gospodarstwo Rolne WENECJA II sc
woj. Warmińsko-Mazurskie (okolice Morąga) (do 100 t miesięcznie)
Kontakt: jrs4x4@aster.pl



Temat: H5N1
Ciąg dalszy:

Środa, 12 grudnia 2007

Kolejne ognisko ptasiej grypy na Warmii i Mazurach
PAP 18:25

W dwóch indywidualnych gospodarstwach rolnych we wsi Łępno w powiecie elbląskim (warmińsko-mazurskie) wykryto szóste ognisko wirusa ptasiej grypy w Polsce i drugie na Warmii i Mazurach.

W tej wsi, w dwóch indywidualnych gospodarstwach rolnych, padło w ostatnich dniach 5 kur, u których Państwowy Instytut Weterynarii w Puławach potwierdził w środę obecność wirusa H5N1 - poinformował warmińsko-mazurski lekarz weterynarii Ludwik Bartoszewicz.

Bartoszewicz dodał, że w gospodarstwach, w których wykryto wirusa grypy ptaków, znajdowały się w sumie 83 sztuki drobiu: kury i kilka kaczek. Wszystkie zwierzęta zostały już zabite. W najbliższym czasie ma zapaść decyzja, czy uśmiercone zostanie także 660 sztuk drobiu w 33 innych gospodarstwach domowych, które znajdują się w wyznaczonej już 3-km strefie zapowietrzenia. Wyznaczana jest także 10-km strefa zagrożenia.

Służby weterynaryjne i sanitarne w woj. warmińsko-mazurskim prowadzą dochodzenie, które ma wykazać, w jaki sposób wirus ptasiej grypy przedostał się do gospodarstw w Łępnie.

Mamy kilka hipotez na ten temat, jedna z nitek wiedzie przez człowieka, ale nie możemy teraz tego stwierdzić z całą pewnością. Wiele zależy od prawdomówności ludzi, którzy mieli kontakt z chorymi ptakami. Bardzo często jesteśmy przez nich wprowadzani w błąd. Być może odpowiedź da nam wyhodowanie wirusa i potwierdzenie jego tożsamości z poprzednimi wirusami - powiedział Bartoszewicz.

Dodał, że prawdopodobne jest także przeniesienie wirusa do gospodarstw domowych przez dzikie ptaki.

We wtorek ognisko ptasiej grypy wykryto u dzikich ptaków przebywających w przytulisku przy leśniczówce w Taftowie k. Ornety na Warmii i Mazurach.

W związku z wystąpieniem wirusa H5N1 w Taftowie i Łępnie służby sanitarne objęły monitoringiem epidemiologicznym 14 osób. Jak powiedział PAP Feliks Jarocki, kierownik działu epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie, ludzie ci "mieli ograniczony kontakt z chorym ptactwem, bo tylko karmili je, więc ryzyko wystąpienia choroby u tych osób jest bliskie zeru".

Sanepid w Olsztynie prowadzi także monitoring 41 innych osób, które miały kontakt z jajami z fermy pod Żurominem (woj. mazowieckie), gdzie wirusa ptasiej grypy wykryto w niedzielę. Na razie wszyscy ci ludzie są zdrowi i mamy nadzieję, że będzie tak dalej - powiedział Jarocki.

W Polsce stwierdzono już sześć ognisk ptasiej grypy - dwa na Warmii i Mazurach oraz cztery na fermach drobiu na Mazowszu. Część indyków z ferm pod Płockiem trafiło na Warmię i Mazury - m.in. do ubojni w Drwęcznie pod Ornetą. Dzikie ptaki z Taftowa były karmione podrobami pochodzącymi właśnie z tej ubojni.



Temat: Ptasia grypa

W DWÓCH PRYWATNYCH GOSPODARSTWACH ROLNYCH ODKRYTO ZAKAŻONE PTAKI

Ptasia grypa w Polsce rozszerza się. Jej kolejne ognisko wykryto w miejscowości Łępno w powiecie elbląskim (warmińsko-mazurskie). Weterynarze sprawdzają, czy mogli przynieść ją tam ludzie.
Obecność wirusa potwierdziły badania wykonane w laboratorium w Puławach.

- Wirusa ptasiej grypy wykrytego w dwóch gospodarstwach rolnych mogli przenieść ludzie - powiedział wojewódzki lekarz weterynarii Ludwik Bartoszewicz. - Sprawdzamy kilka hipotez, wiele zależy od prawdomówności tych ludzi, którzy mieli kontakt z chorymi ptakami - powiedział Bartoszewicz.
Nie sprecyzował, czy chodzi o osoby pracujące w ubojni, gdzie transportowano indyki z ferm pod Płockiem (Mazowieckie), na których wykryto pierwsze przypadki ptasiej grypy w Polsce, czy pracowników leśniczówki - gdzie we wtorek potwierdzono piąte w Polsce ognisko choroby.

To już szóste ognisko ptasiej grypy w Polsce i drugie na Warmii i Mazurach. Wcześniej cztery ogniska stwierdzono na fermach drobiu na Mazowszu.

Minister broni dzikich ptaków

Minister środowiska nie zgodził się na uśpienie dzikich ptaków z leśniczówki pod Ornetą (Warmińsko-Mazurskie), gdzie we wtorek stwierdzono wirusa ptasiej grypy - poinformowała Maria Mellin, wojewódzki konserwator przyrody w Olsztynie.

Jak powiedziała, chodzi o dwa żurawie, bociana białego i łabędzia niemego. Te gatunki objęte są ochroną ścisłą.

Uśpione zostaną natomiast pozostałe, przebywające w ośrodku rehabilitacji ptaków przy leśniczówce w Taftowie k. Ornety, ptaki łowne: gęś, cztery bażanty i sześć kurek rajskich. Te gatunki nie podlegają ochronie.

W przytulisku dzikich ptaków w Taftowie wirus ptasiej grypy wykryto we wtorek wieczorem u bociana białego i dwóch myszołowów. Ptaki najprawdopodobniej były karmione żołądkami indyków z ferm pod Płockiem, u których na początku grudnia wykryto wirus H5N1.

mkg


Źródło

co sie dzieje czym karmiony jest drób w hodowlach



Temat: Apel o PRAKTYCZNĄ pomoc dla oblężonego PiSu.

Znalazlem wypowiedz socjologa i filozofa Pana Zdzislawa Krasnodebskiego, ktorej czesc zalaczam:

POWODY POPARCIA DLA RZĄDU
(...0

ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI, Socjolog i filozof, profesor Uniwersytetu w Bremie oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ostatnio wydał książkę "Drzemka rozsądnych"


Edwill, a co Twój profesor po zejściu z obłoków powie o tej prozie rzadów PiS

ROLNICTWO Dopłaty utknęły w urzędach

Spóźnione miliony

Rozpoczynają się prace polowe, a tysiące rolników w Polsce nie dostało jeszcze dopłat bezpośrednich za 2005 rok. Opóźnienia wynoszą nawet kilka miesięcy. Najbardziej tracą na tym duże gospodarstwa, które wiosną muszą najwięcej zainwestować w rozpoczęcie produkcji.

Kwota zaległości przekracza 700 mln zł. - Przed rokiem gospodarze dostawali pieniądze w dwa tygodnie od otrzymania decyzji, że są uprawnieni do odebrania pomocy. Teraz ciągnie się to wiele miesięcy - mówi "Rz" Bogdan Aleksiejczuk, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej. Najgorzej sytuacja wygląda w Małopolsce, w której urzędnicy rozpatrzyli niespełna 70 proc. wniosków o przyznanie dopłat. Najlepiej jest w Kujawsko-Pomorskiem, gdzie tylko 3 proc. gospodarzy czeka na decyzje.

Urzędnicy przerzucają się odpowiedzialnością za opóźnienia. Ministerstwo Rolnictwa winą obciąża Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która odpowiada za obsługę dopłat. - Oceniam jej pracę krytycznie - mówi "Rz" wiceminister rolnictwa Jan Ardanowski.

Centrala agencji twierdzi natomiast, że winne są jej regionalne oddziały. - Dokumenty z biur powiatowych, które do nas trafiają, są pełne błędów i uchybień. Musimy je odsyłać do poprawki, a to wydłuża oczekiwanie rolników -mówi "Rz" Iwona Musiał, rzecznik agencji. Szwankuje też system informatyczny, który rejestruje dopłaty.

d.e.



Temat: Zima idzie...
Padający, a potem zalegający ciężki, mokry śnieg sprawia coraz więcej kłopotów. Śnieg poważnie obciąża nie tylko konstrukcje budynków, ale i gałęzie drzew. Dachy i linie energetyczne nie wytrzymują.

Około 2,5 tysiąca odbiorców na Podbeskidziu nie miało rano prądu - poinformowało Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody śląskiego. To efekt intensywnych opadów mokrego śniegu, który od wielu godzin daje się we znaki mieszkańcom.

Rzecznik spółki energetycznej Enion-Beskidzka Energetyka Kazimierz Szypuła powiedział, że prąd nie dociera między innymi do niektórych rejonów Hażlacha, Ustronia, Istebnej, Cieszyna oraz Międzybrodzia Bialskiego.

Ogółem wyłączone są 33 stacje średniego napięcia. Szypuła dodał, że energetycy sukcesywnie usuwają awarie.

Śnieg sprawił, że trudne są warunki na drogach regionu. Jest ślisko. Jazdę utrudnia błoto pośniegowe. Wciąż pada śnieg, a lokalnie deszcz ze śniegiem.

Z powodu łamiących się pod naporem ciężkiego śniegu drzew, które spadają na linie energetyczne 700 gospodarstw rolnych na Warmii i Mazurach nie ma prądu.

Usuwanie awarii jest trudne, bo utrudniony jest dojazd do miejsc awarii z powodu dużych opadów śniegu - poinformowała PAP rzeczniczka Zakładu Eneretycznego w Olsztynie Grażyna Banasiewicz.

Prądu nie mają miejscowości położone w mazurskich lasach w pobliżu Nidzicy, Wielbarka, Jedwabna, Janowa i Pasymia.

Na jednej linii energetycznej Nidzica - Olsztyn energetycy doliczyli się 40 połamanych pod ciężarem mokrego śniegu drzew.

Według rzeczniczki, usuwanie awarii jest czasochłonne i trudne. "Pracownicy muszą dojechać w każde miejsce, gdzie drzewo przewróciło się na linię i fizycznie usunąć je stamtąd. Dojazd jest ciężki z uwagi na zaspy" - oceniła Banasiewicz.

Dodała, że pracownikom zakładu energetycznego pomagają leśnicy.

Według rzeczniczki warmińsko-mazurskiej straży pożarnej Małgorzaty Szmidt-Jeżewskiej, strażacy w ciągu ostatnich kilkunastu godzin usunęli z dróg 20 drzew, które połamały się pod ciężarem śniegu.

Na Warmii i Mazurach wciąż prószy śnieg.

Kilka tysięcy odbiorców w rejonie Gliwic, Rybnika, Raciborza, Orzesza i Żor może być nadal pozbawionych prądu - poinformował przed chwilą rzecznik Górnośląskich Zakładów Elektroenergetycznego Łukasz Zimnoch. Wynajęte zostały ekipy drwali do usuwania drzew, energetycy pracują pełną parą, by jak najszybciej usunąć awarie. Utrudnienia występują w komunikacji.

Dzisiaj miała miejsce kolejna katastrofa budowlana na Śląsku wywołana opadami śniegu. Śląska straż pożarna poinformowała, że w Rybniku załamał się dach jednej z hurtowni. Nikt nie ucierpiał.

Strażacy przeprowadzili ewakuację pracowników, gdyż pozostała część budynku również grozi zawaleniem. Na miejscu jest inspektor nadzoru budowlanego

Straż apeluje by z płaskich dachów usuwać ciężki śnieg, który grozi zawaleniem się budynków.

Wczoraj wieczorem w Świętochłowicach zawalił się dach pawilonu handlowego, na szczęście nie było ofiar. Strażacy zabezpieczyli gruzowisko. Stojący tuż obok drugi pawilon po upadku bliźniaczej budowli też jest zagrożony.

Strażacy usunęli z niego częściowo śnieg. Ewakuowano 22 osoby.

Inspektor nadzoru budowlanego zamknął budynek do odwołania. Kilkanaście godzin wcześniej w centrum Katowic zawalił się dach kamienicy. Także i tu powodem był śnieg, zalegający na dachu. Strażacy zdołali uratować też kilka budynków: m.in. pawilon handlowy w Bytomiu-Stroszku oraz szkołę w Żabnicy na Żywiecczyźnie.

Zawalone dachy to nie jedyny problem. Od północy strażacy byli ponad 80 razy wzywani do połamanych konarów drzew. Te z kolei kładą się na linie energetyczne a co za tym idzie brakuje prądu.

Służby zarządzania kryzysowego wojewody informują o utrudnieniach w komunikacji tramwajowej w Rudzie Śląskiej i problemach kolei, która boryka się z dwoma przypadkami zerwania sieci trakcyjnej na Śląsku.

Źródło: onet.pl

U nas narazie brak prądu nie stwarza kłopotu, i dachy też wytrzymują, ciekawe tylko do kiedy...
Za to będzie z dnia na dzień coraz zimniej, w weekend nawet do -8.



Temat: Przyszłosć jaka ona bedzie...
Obywatelu co masz na mysli piszac te słowa: " Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa potem Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa na Warmii i Mazurach dysponowała areałem 922 tysięcy hektarów Tworzono z nich 2,500 hektarowe gospodarstwa , których szczerze mówiąc nikt Niechciał wziąć, mówimy tu nie tylko o ziemi, ale i ludziach z nią związanych, mówimy o ich demoralizacji i niskim poziomie świadomości i wykształcenia. Wziąć taką ziemię znaczyło przejąć ją z inwentarzem, ale parkiem maszynowym również, nie mam ochoty ponownie tłumaczyć wszystkich zawiłości tych mechanizmów"

O jakich zawiłościach mówisz, po prostu powtarzasz dane jakimi raczono społeczeństwo od słynnego juz rozwalenia PGR-ów przez Balcerowicza w roku 1990. Ja nie znam danych podawanych przez rózne agencje Rozwoju Rolnictwa, Restrukturyzacji Rolnictwa itp. Nie mniej twierdze, że dane te sa jednym wielkim oszustwem. Tak się jakos składa, że od roku 1989 do mniej więcej roku 1995 praktycznie raz na dwa tygodnie musiałem jeździć na terem byłego województwa Olsztyńskiego. Widziałem od podszewki na czym te zmiany polegały. Czy wiesz jak to wygladało na szczeblu PGR? - chyba nie. Jeżeli ktokolwiek mówi o utworzeniu z tego areału i majatku jakis gospodarstw, których nikt nie chciał wziąść, nawet z inwentarzem w postaci maszyn i zabudowań to po prostu kłamie w zywe oczy. Wygladało to następujaco: PGR z dnia na dzień stawiany był do likwidacji. Zarządca komisaryczny w pierwszym rzędzie sprzedawał inwentarz żywy, a następnie wynajmował dozorcę do pilnowania zabudowań i parku maszynowego gromadzonego z reguły na odkrytym placu. Na tym palcu odbywała się jedna z większych afer rozkradania tego majatku, z maszyn wymontowywano co lepsze częsci , a reszte trawiła rdza. To samo dotyczyło zabudowań po pegerowskich. Setki i tysiące hektarów porastały latem lasy lebiody wyższej od człowieka. Niby kto to miał brać, czym i jak zagospodarowac tą ruinę szumnie nazywaną majatkiem? To nie wina ludzi tam mieszkajacych wtedy, jak równiez i nie prawdą był ich niski stopień rozwoju umysłowego. Ci ludzie znali się na swojej pracy i potrafili pracować i to ciężko. Nie byli to jednak ludzie na tyle majętni aby stac ich było na kupno dawnego PGR, zreszta nikt ich nawet nie brał pod uwagę w tej kwestii. Fortuny umozliwiajace zakup setek hektarów ziemi, a nawet i tysięcy wyrosły jak grzyby po deszczu dopiero w kilka lat później, z tym, ze grzybom do wzrostu potrzebny był deszcz, a tym fortunom? Na zachodzie na takie fortuny pracowało po kilka pokoleń, u nas w ciągu zaledwie 2 lub 3 lat sie to stało, przy czym jak oficjalnie oznajmiono pierwszy milion należało ukraść. Takie bajeczki proponuje opowiadać tym, którzy nie widzieli tego na własne oczy, może uwierza , ja niestety byłem tam i widziałem jak to wszystko wyglądało w rzeczywistości. Później tym ludziom tam rzucono nowe hasło :
zwane: ZALESIENIEM. Ruszcie się jeden z drugim i porozmawiajcie z ludźmi tam mieszkajacymi na ten temat. Dowiedzcie się jak to jest w rzeczywistości, gdy chłop tamtejszy postanawia zalesić swoja ziemię i czy rzeczywiście może to zrobić, dopiero później cytujcie opracowania róznych agencji.



Temat: 1

--------------------------------------------------------------------------------

Polska/ ARiMR: Pieniądze z programu Sapard będą wykorzystane w 100 proc.

21.09.2004 Warszawa (PAP) - W 100 procentach polscy beneficjenci wykorzystają środki przyznane przez Unię Europejską w ramach pomocowego programu Sapard. Unia przeznaczyła ten cel 945 mln euro. Najwięcej pieniędzy zostanie przeznaczone na rozwój infrastruktury wiejskiej.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) przedstawiła we wtorek podsumowanie z realizacji programu Sapard. Z raportu wynika, że początkowe opinie o trudnościach związanych z realizacją programu i jego niedostępności były nieuzasadnione, o czym świadczy liczba złożonych wniosków.

Do Agencji wpłynęło prawie 31 tys. 100 wniosków, w tym ponad 16 tys. w 2004 roku. Najwięcej wniosków (ponad 15 tys.) dotyczyło tzw. działania 2, czyli inwestycji w gospodarstwach rolnych. Wnioski ARiMR przyjmowała do 20 lutego 2004 r.

Najwięcej wniosków o dofinansowanie złożono w woj. mazowieckim (ponad 5 tys. 100), wielkopolskim (ponad 3 tys. 700) lubelskim (2 tys. 700). Najmniejsze zainteresowanie środkami pomocowymi wykazały woj. opolskie, lubuskie i zachodniopomorskie.

Porównując liczbę wniosków do powierzchni użytków rolnych, najlepszy wskaźnik osiągnięto w woj. świętokrzyskim (3,65 wniosku na 1000 ha) i małopolskim (3,2. Średnia krajowa wyniosła 2,09.

Najwięcej zainteresowanych było uzyskaniem dotacji na modernizację sektora rolno-spożywczego, przodowali tu przedsiębiorcy z woj. warmińsko-mazurskiego i Podlasia.

Każda gmina lub powiat złożyły średnio 2,2 wniosku o dofinansowanie na rozwój i poprawę infrastruktury obszarów wiejskich. Najwięcej wniosków wpłynęło z województwa świętokrzyskiego, podkarpackiego, podlaskiego i małopolskiego.

Po weryfikacji wniosków Agencja podpisała łącznie 24 tys. 396 umów o refundację poniesionych kosztów na kwotę 4,8 mld zł.

SAPARD - to Specjalny Akcesyjny Program na Rzecz Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich (Special Accession Programme for Agriculture and Rural Development - SAPARD), który stanowił instrument wsparcia procesów dostosowawczych rolnictwa i obszarów wiejskich w okresie przedakcesyjnym i beneficjentów krajów kandydujących do korzystania ze Wspólnej Polityki Rolnej po przystąpieniu do UE.

W Polsce Program SAPARD uruchomiony został w lipcu 2002 r. przez Komisję Europejską. Przewidywał pomoc finansową dla rolnictwa na łączną kwotę prawie 945 mln euro.

Ponadto, mając na uwadze wielkie zainteresowanie rolników, za zgodą Komisji Europejskiej przesunięto na realizację programu SAPARD 140 mln euro z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. W ramach tzw. działań programu o pomoc finansową mogli starać się: przedsiębiorcy na inwestycje w zakresie przetwórstwa i marketingu artykułów (działanie 1), rolnicy na modernizację gospodarstw i działania prowadzące do zwiększenia różnorodności produkcji gospodarstw rolnych (działanie 2), jednostki samorządu terytorialnego na inwestycje z zakresu infrastruktury (działanie 3) oraz rolnicy i różne organizacje wiejskie na inwestycje w zakresie różnicowania działalności gospodarczej na obszarach wiejskich (działanie 4). [powrót]

[Pomoc UE dla Polski]

VIDE: PAP - Serwis o Unii Europejskiej
http://euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl




Temat: UNIA EUROPEJSKA - POLSKA
Polska/ ARiMR: Pieniądze z programu Sapard będą wykorzystane w 100 proc.

21.09.2004 Warszawa (PAP) - W 100 procentach polscy beneficjenci wykorzystają środki przyznane przez Unię Europejską w ramach pomocowego programu Sapard. Unia przeznaczyła ten cel 945 mln euro. Najwięcej pieniędzy zostanie przeznaczone na rozwój infrastruktury wiejskiej.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) przedstawiła we wtorek podsumowanie z realizacji programu Sapard. Z raportu wynika, że początkowe opinie o trudnościach związanych z realizacją programu i jego niedostępności były nieuzasadnione, o czym świadczy liczba złożonych wniosków.

Do Agencji wpłynęło prawie 31 tys. 100 wniosków, w tym ponad 16 tys. w 2004 roku. Najwięcej wniosków (ponad 15 tys.) dotyczyło tzw. działania 2, czyli inwestycji w gospodarstwach rolnych. Wnioski ARiMR przyjmowała do 20 lutego 2004 r.

Najwięcej wniosków o dofinansowanie złożono w woj. mazowieckim (ponad 5 tys. 100), wielkopolskim (ponad 3 tys. 700) lubelskim (2 tys. 700). Najmniejsze zainteresowanie środkami pomocowymi wykazały woj. opolskie, lubuskie i zachodniopomorskie.

Porównując liczbę wniosków do powierzchni użytków rolnych, najlepszy wskaźnik osiągnięto w woj. świętokrzyskim (3,65 wniosku na 1000 ha) i małopolskim (3,2 . Średnia krajowa wyniosła 2,09.

Najwięcej zainteresowanych było uzyskaniem dotacji na modernizację sektora rolno-spożywczego, przodowali tu przedsiębiorcy z woj. warmińsko-mazurskiego i Podlasia.

Każda gmina lub powiat złożyły średnio 2,2 wniosku o dofinansowanie na rozwój i poprawę infrastruktury obszarów wiejskich. Najwięcej wniosków wpłynęło z województwa świętokrzyskiego, podkarpackiego, podlaskiego i małopolskiego.

Po weryfikacji wniosków Agencja podpisała łącznie 24 tys. 396 umów o refundację poniesionych kosztów na kwotę 4,8 mld zł.

SAPARD - to Specjalny Akcesyjny Program na Rzecz Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich (Special Accession Programme for Agriculture and Rural Development - SAPARD), który stanowił instrument wsparcia procesów dostosowawczych rolnictwa i obszarów wiejskich w okresie przedakcesyjnym i beneficjentów krajów kandydujących do korzystania ze Wspólnej Polityki Rolnej po przystąpieniu do UE.

W Polsce Program SAPARD uruchomiony został w lipcu 2002 r. przez Komisję Europejską. Przewidywał pomoc finansową dla rolnictwa na łączną kwotę prawie 945 mln euro.

Ponadto, mając na uwadze wielkie zainteresowanie rolników, za zgodą Komisji Europejskiej przesunięto na realizację programu SAPARD 140 mln euro z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. W ramach tzw. działań programu o pomoc finansową mogli starać się: przedsiębiorcy na inwestycje w zakresie przetwórstwa i marketingu artykułów (działanie 1), rolnicy na modernizację gospodarstw i działania prowadzące do zwiększenia różnorodności produkcji gospodarstw rolnych (działanie 2), jednostki samorządu terytorialnego na inwestycje z zakresu infrastruktury (działanie 3) oraz rolnicy i różne organizacje wiejskie na inwestycje w zakresie różnicowania działalności gospodarczej na obszarach wiejskich (działanie 4). [powrót]

[Pomoc UE dla Polski]

VIDE: PAP - Serwis o Unii Europejskiej
http://euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl



Temat: Moje bazgroły
Przedstawiam cytaty z posiedzeń Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi:

Cieszy mnie to, że są i inni którzy nie bardzo mogą zrozumieć o co chodzi w tej informacji w sprawie łańcucha pokarmowego. Nie wszystko da się skrócić, wyrzucając z tekstu podstawowe założenia, że nad tym wszystkim ma czuwać wiejski urzędowy lekarz weterynarii. Ze w sytuacji tak dużego rozdrobnienia hodowli w Polsce badanie przedubojowe musi wrócić na spędy i do drobnych gospodarstw. Bo każda inna koncepcja , prowadzi do totalnej fikcji i lekceważenia prawa!
Dobrze, że ktoś to zauważył! Tylko, że u nas na tym prawie każda sprawa się kończy.......
Chciałbym się mylić!

/cytaty/

Poseł Zbigniew Babalski (PiS):
Chcę poruszyć ważną kwestię – aczkolwiek nie do końca ją znam – i ewentualnie poprosić o wyjaśnienia w najbliższym czasie. Sprawa dotyczy tzw. monitoringu łańcucha żywieniowego. Chodzi o trzodę.
Zgłosiła się do mnie grupa rolników z powiatu Nowe Miasto Lubawskie ze skargą, iż wymusza się na nich wypełnianie dokumentów przy oddawaniu żywca do ubojni, które – jak twierdzą – zaskoczyły ich kompletnie. Prosili o wyjaśnienie czy obecnie konieczne jest wprowadzenie tych dokumentów. Jeśli tak, to dlaczego zostali zaskoczeni.
Przewodniczący poseł Leszek Korzeniowski (PO):
Zapraszam pana posła jutro na godz. 10.00. Jeśli pan poseł będzie miał więcej informacji, proszę o przekazanie ich prezydium Komisji. Postaramy się zaprosić na następne posiedzenie Komisji osoby odpowiedzialne.
Poseł Wojciech Mojzesowicz (PiS):
Znam ten problem, bo odstawiam trzodę. Precyzyjne wypełnienie tego dokumentu przekracza możliwości rolnika. Chyba, że będziemy uprawiać fikcję. Dokument jest bardzo skomplikowany. Należy ten temat poruszyć na posiedzeniu prezydium.

Poseł Zbigniew Babalski (PiS):
W punkcie sprawy różne chcę zgłosić oficjalny wniosek i poprosić pana przewodniczącego Józefa Klima, żeby został wyegzekwowany. Chodzi o informację dotyczącą łańcucha żywnościowego zwierząt kierowanych do uboju. Na Warmii i Mazurach pogłowie liczy ok. 1 mln sztuk, a w powiecie nowomiejskim ok. 100 tys. na ok. 44 tys. mieszkańców. A więc jest to znaczna produkcja jak na ten niezbyt wielki powiat. Mam w tej chwili przed sobą kartę żywieniową. To jest tzw. konieczna informacja o świńskim menu. Nie wszystko jest tam w pełni czytelne, a przede wszystkim co najmniej dwie rubryki. Np. jest „informacja dotycząca badań monitoringowych”. I tam jest napisane: „W gospodarstwie pobierano do badań monitoringowych np. krew, mocz, woda, mleko, środki żywienia zwierząt”. Rolnicy się z tym „zderzyli” na początku stycznia. Nie mnie wnikać, czy wcześniej o tym wiedzieli, czy nie. Prawdopodobnie wiedzieli, bo dyrektywa jest z 2004 r. I przykład następnej rubryki: „Informacje dotyczące programów nadzoru/ kontroli. Gospodarstwo posiada program dotyczący nadzoru/kontroli z zakresu np. zdrowia zwierząt, zdrowia roślin mających wpływ na zdrowie człowieka, czynników odzwierzęcych, charakteru i pochodzenia paszy.”. M.in. takie rubryki musi wypełnić każdy hodowca dostarczając trzodę do ubojni. Wiem, że z tymi dwiema mają problemy również lekarze weterynarii. Dlatego kieruję prośbę do pana przewodniczącego Józefa Klima i do pana ministra Kazimierza Plocke o szerszą informację na ten temat. Po pierwsze, czy druk jest jednolity dla całego kraju, bo mam informacje, że były co najmniej dwa lub trzy rodzaje druków. Zakłady Mięsne w Ełku były jednymi z pierwszych, które przygotowały taki druk. Potem był druk w woj. pomorskim, a teraz – Głównego Lekarza Weterynarii. Mówię o tym, a wczoraj poruszył tę sprawę pan poseł Romuald Ajchler, bo zaczynają nas zalewać półtusze z Danii i z Belgii. Rolnicy zaczynają denerwować się, bo cena jest 2,40-2,60 zł za kg, rolnik przywozi trzodę i musi wypełniać takie świadectwo. A w przypadku braku informacji o łańcuchu pokarmowym mięsa, musi ono zostać uznane jako niezdatne do spożycia przez ludzi. A sprawa jest poważna. To jest jeden problem, o zainteresowanie się którym proszę pana przewodniczącego Józefa Klima i pana ministra Kazimierza Plocke, a następnie o poinformowanie naszej Komisji.
Złożyłem również pisemny wniosek do prezydium Komisji o zainteresowanie się sprawą, która zajęła nam bardzo dużo czasu w końcu ub.r., a mianowicie skutkami ptasiej grypy. Prosiłbym MRiRW o informacje, czy zostały oszacowane, a jeśli tak, to ile wyniosły, szkody poniesione przez hodowców drobiu. Takie pytanie otrzymałem od hodowców z regionu warmińsko-mazurskiego, a jest to zagłębie drobiowe. I po drugie – jakie ewentualne koszty poniósł z tego tytułu Skarb Państwa? „

Czyżby pieniążki zarezerwowane na monitoring Aujeszk'y znalazły już swego nowego właściciela?



Temat: newsy 2007
Jak państwo ziemią obdziela

Największymi posiadaczami ziemskimi w Polsce są państwo i Kościół katolicki. Każda nowa parafia zgodnie z prawem może wystąpić do państwa o 15 ha, zaś diecezje i zakony o 50 ha. Tylko w tym roku wrocławski oddział Agencji Nieruchomości Rolnych przekazał na te cele 747 ha gruntu rolnego, a od 2004 r. 10 tys. 530 ha.

- Te ziemie znajdują się w siedemdziesięciu sześciu gminach - mówi Janusz Abramowicz, dyrektor wrocławskiego oddziału ANR. I dodaje, że w niektórych z nich jest to zaledwie 2 ha, w innych nawet 770. Teoria jest taka, że te nieruchomości mają być niezabudowane, a lokalny samorząd nie ma wobec nich planów inwestycyjnych. Wykluczona jest tam w przyszłości budowa mieszkań, dróg i fabryk. - Chodzi o grunt zupełnie nieatrakcyjny - dodaje dyrektor.
- Dla kogo? - zastanawia się Dariusz Olejniczak, wójt gminy Wińsko. - Przecież nie dla rolników.
Okazuje się, że właśnie na jego terenie od poczatku roku ANR oddała w kościelne ręce 142 ha parafiom rzymskokatolickim, a 189 ha parafiom prawosławnym z całej Polski. Olejniczak obawia się, że to jeszcze nie koniec i chce, by Abramowicz osobiście wyjaśnił rolnikom, dlaczego ich wnioski są pomijane.
Agencja się broni, że w pierwszej kolejności przeznacza grunt do sprzedaży i dzierżawy rolnikom, a dopiero w dalszej kolejności innym chętnym. - O tym, kto dostaje nieruchomość, decyduje wojewoda, bo do niego występują parafie - przekonuje Janusz Abramowicz.
Urząd wojewódzki odbija piłeczkę. - Ostateczna decyzja, jakie grunty mają być przekazane w tym trybie, należy do ANR - twierdzi Agnieszka Majcher, rzeczniczka wojewody.
Które parafie w tym roku złożyły takie wnioski? Ks. Andrzej Jerie, rzecznik wrocławskiej Kurii Metropolitalnej: - Nie mamy takich informacji. Każda parafia posiada osobowość prawną i może to zrobić sama, nie informując Kurii- tłumaczy.
Wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk nie odpowiedział, w czyje ręce przekazał działki Skarbu Państwa. A jest ich sporo. I nie są to jedynie grunty z Wińska. W Radwanicach przekazano nieodpłatnie 770 ha, w Kobierzycach 467 ha, w Lubinie 459 ha, w Ścinawie 407 ha, w Leśnej 336 ha, a w Chocianowie 322 ha.
Nieruchomości rolne, które trafiają do parafii mają - zgodnie z przepisami - zostać przeznaczone na utworzenie lub powiększenie gospodarstw rolnych przy parafiach. A także na cele sprawowania kultu religijnego lub działalność charytatywną. Czyli na działki pod nowe świątynie lub przytułki dla bezdomnych.
Ale tak się z reguły nie dzieje. Świadczy o tym choćby przypadek Radwanic. - Dwa lata temu nieruchomości z gminy zostały przekazane parafiom legnickim, które w 2006 roku sprzedały teren jednej z warszawskich firm - tłumaczy sekretarz gminy Józef Machera.- Choć płaci ona podatek, to grunt nadal leży odłogiem. A rolnicy denerwują się - opowiada.
W gminie mówi się, że nie jest wcale wykluczone, iż trafia ona znowu do kolejnego obrotu. Taka ziemia wcale nie jest tania i można na niej nieźle zarobić. Za 1 ha trzeba było ostatnio zapłacić około 9 tys. zł.
Prawda jest jednak taka, że nikt nie wie, jak zagospodarowywana jest sprezentowana przez Agencję parafiom ziemia. Wojciech Ożarowski, burmistrz Wiązowa: - Muszę się temu przyjrzeć, żeby nic nie działo się za moimi plecami- obiecuje.

Wielka kasa
Kościół nie popada w biedę. Parafie pokazały, że są wyjątkowo zaradne. Świadczy o tym fakt, że w ubiegłym roku 1373 parafie z całej Polski otrzymały 6 mln zł unijnych dopłat bezpośred-nich. Dokładnie tyle, co rolnicy. Ale ci czują się dyskryminowani.

Problem zaczął się już kilka lat temu. Np. w 2004 r. w ręce Kościoła trafiło ponad 70 tys. hektarów gruntów rolnych w całym kraju. Teraz może to być nawet 200 tys. ha, którymi dysponuje ok. 10 tys. parafii. Z tego 7 tys. leży na terenach wiejskich.

ANR sprzedała na rzecz rolników grunty o powierzchni ponad 160 tys. ha (w tym roku planuje sprzedać 13 tys. ha), wydzierżawiła im ponad 230 tys. ha (w tym roku planuje wydzierżawić ponad 10 tys. ha).

Dotychczas ANR przekazała na ręce kościelnych osób prawnych 10 530 ha ziemi, która leży w 76 gminach na terenie Dolnego Śląska. Do końca 2007 r. przekaże 747 ha z różnych gmin. W jednych tylko 2 ha, w in-nych od 300 do 700 ha.

W gestii Skarbu Państwa znajduje się ok. 2 mln 500 tys. ha, w tym prawie 1 mln 900 tys. w dzierżawie, natomiast do rozdysponowania jest 350 tys. ha. Najwięcej w wo-jewództwach: zachodniopomorskim, warmińsko-mazurskim, dolnośląskim i pomorskim.

Magdalena Kozioł - POLSKA - Gazeta Wrocławska



Temat: Zaproszenie na prezentację i lista uczestników
Z upoważnienia organizatora prezentacji p. Andrzeja Pawlaka, publikuję listę uczestników zapisanych na prezentację maszyny do koszenia wikliny.

1.Jan i Łukasz Witkowski
2.Zdzisław Stanek
3.Andrzej Nosko
4.Kopecki Henryk
5.Roman Nosko
6.Aleksander Huszczanowski
7.Witold Chajek
8.Roman Bartkowiak
9.Binkowski Marek
10.Krzysztof Tracz
11.Marek Adamczak Kierownik Biura powiatu N.T. A.R.M.R Nowy
Tomyśl
12.Piotr Łukowski Dyr. Wielkopolskiego Oddziału Regionu A.R.M.R
Poznań + 2 osoby
13.Eugeniusz i Paweł Świątkowski
14.Zdzisław Kwasek
15.Fabian Donat
16.Jarosław Grześkowiak
17.Zygmunt Grad
18.Janusz i Mikołaj Jakimiuk
19.Stanisław Mikołajczak
20.Mieczysław Pietruńko
21.Jerzy i Adrian Mikołajczyk
22.Emil Zając
23.Zbigniew Zabawski
24.Adam Skawiński
25.Grzegorz Kusy
26.Mariusz Dubel
27.J.K.J. Kamminga
28.Andris Trumpkis (Łotwa)
29.Tomasz Mikos
31.Krystyna Krzewińska
32.Zbigniew Pepa
33.Jan Gaździk
34.Jarek Bilich
35.Tadeusz Ptak
36.Darell Hill – Somerset Willow Company (Anglia)
37.Jonatham Coate – English Willow Baskets (Anglia)
38.Laurent Bouche (Francja)
39.Jan Johansen (Dania)
40.Patric Boyer (Francja)
41.Johanes Falk (Dania)
42.PIMR – Szczepaniak, Frąckowiak, Pawłowski
43.WIR – Ireneusz Kozecki i Piotr Walkowski Poznań
44.Poseł Stanisław Kalemba + 2 do 3 osób dodatkowo
45.Marek Błędniak
46.Zdzisław Ciążyński
47.Henryk Kuberski
48.Paweł Grąs
49.Marek Orzechowski , Urząd Miejski w Zbąszyniu
50.Armand Eechyoute (Belgia)
51.Salwador Martines Carmona (Hiszpania)
52.Elen i Michael Musgrove (Wielka Brytania)
53.Andrzej Pawlak
54.Łukasz Horowski + kierowca
55.Media ok. 10 osób (Chłopska Droga, Farmer, Tygodnik Rolniczy?)
56.Prof. Stefan Szczukowski
57.WIKOMA (G. Wójcik, L. Papaczek, R. Ibek, A. Brandebura, K. Rogala,
K. Głódź, R. Pigla, D. Dziewiałtowski)
58.Zygmunt Adam
59.Jerzy Bigos
60.Jan Mach
61.Robert Marki
62.Lidia Orwińska
63.Bronisław Kałużny
64.Dyr.Wojciech Szymkowiak Gospodarstwo Rolne.60- 330 Dobrzyce
65.Wiesław Gruca
66.Wioleta Korbas
67.Krzysztof Labok Opalenica Powiatowe O.D.R
68.Przemysław Tranowski
69.Eko - Energia Jacek Kopisto Kwidzyn
70.Krzysztof Kuczyk
71.Rafał Górczyński
72.Jan Bartosiewcz
73.Uniwersytet Warmińsko-Mazurski Olsztyn Wydział
Kształtowania Środowiska Rolnictwa

Lista jest jeszcze otwarta. Prosimy chętnych o pobranie z: http://loza-wiklinapolska.phorum.pl/viewtopic.php?t=184 zaproszenia i zgłoszenie swojego udziału pod nr. tel. tel. 507 33 49 02 lub na e-maila: firma.pawlak@gmail.com




Temat: uchwała RM: Wysokość podatku od nieruchomości
Uchwała w sprawie określenia stawek i zwolnień w podatku od nieruchomości na 2005r. 01 stycznia 2005

UCHWAŁA Nr XXIV/156/2004
Rady Miejskiej w Gołdapi
z dnia 2 grudnia 2004r. w sprawie określenia stawek i zwolnień w podatku od nieruchomości

Na podstawie art. 5 ust. 1, art. 7 ust. 3 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 roku o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz. U. z 2002 roku Nr 9, poz. 84, Nr 200, poz.1683, z 2003 roku Nr 96, poz. 874, Nr 110, poz. 1039, Nr 188, poz. 1840, Nr 200, poz. 1953, Nr 203, poz. 1966; z 2004 r. Nr 92, poz. 880 i 884, Nr 96, poz. 959, Nr 123, poz. 1291) uchwala się, co następuje:

§ 1. Ustala się roczne stawki podatku od nieruchomości w wysokości:
1) od budynków mieszkalnych lub ich części - 0,54 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej;
2) od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz od budynków mieszkalnych lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej - 17,98 zł za 1 m2 powierzchni użytkowej;
3) od budynków lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie obrotu kwalifikowanym materiałem siewnym - 8,37 zł od 1 m2 powierzchni użytkowej;
4)od budynków lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych – 3,61 zł od 1 m2 powierzchni użytkowej;
5) od pozostałych budynków lub ich części, w tym zajętych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego - 6,01 zł od 1 m2 powierzchni użytkowej;
6) od budowli - 2% ich wartości;
7) od gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej bez względu na sposób zakwalifikowania w ewidencji gruntów i budynków - 0,66 zł od 1m2 powierzchni;
8) od gruntów:
a) pod jeziorami, zajętymi na zbiorniki wodne retencyjne lub elektrowni wodnych - 3,52 zł od 1 ha powierzchni;
b) pozostałych, w tym zajętych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego - 0,23 zł od 1 m2 powierzchni, z zastrzeżeniem § 2.

§ 2. Ustala się roczne stawki podatku od nieruchomości w wysokości 0,12 zł od gruntów pozostałych, będących w wyłącznym posiadaniu przez:
1) osoby samotnie wychowujące dzieci, u których dochód na 1 członka rodziny nie przekracza kwoty najniższej emerytury, określonej Komunikatem Prezesa GUS o którym mowa w art. 94 ust. 3 pkt.1 lit. a ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz. U. z 2004 r. nr 39, poz. 353, nr 64 poz. 593, nr 99 poz. 1001, nr 120 poz. 1252, nr 121 poz. 1264, nr 144 poz. 1530, nr 191 poz. 1954, nr 210 poz. 2135). Za osobę samotnie wychowującą dzieci uważa się osobę określoną w art. 6 ust. 5 ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 2000 r. Nr 14, poz. 176 z późn. zm.);
2) emerytów i rencistów, których jedynym źródłem utrzymania jest emerytura lub renta, a ich łączny dochód w rodzinie nie przekracza 1000 zł miesięcznie.

§ 3. Zwalnia się z podatku od nieruchomości gminne zasoby nieruchomości z wyłączeniem nieruchomości oddanych innym podmiotom w różne formy władania.

§ 4. Zwalnia się z podatku od nieruchomości budynki składowe (stodoły) emerytów i rencistów, którzy przekazali gospodarstwo rolne na Skarb Państwa w myśl ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym rolników.

§ 5. Traci moc Uchwała Nr XIV/95/03 Rady Miejskiej w Gołdapi z dnia 16 grudnia 2003 roku w sprawie określenia stawek i zwolnień w podatku od nieruchomości.

§ 6. Wykonanie uchwały powierza się Burmistrzowi Gołdapi.

§ 7. Uchwała wchodzi w życie po upływie 14 dni od opublikowania w Dzienniku Urzędowym Województwa Warmińsko-Mazurskiego i obowiązuje w roku podatkowym 2005.

Przewodniczący Rady Miejskiej
Remigiusz Karpiński

Źródło: Urząd Miejski w Gołdapi



Temat: konferencja orkiszowa
Szanowni Państwo w dniach 28 i 29 lipca r. organizujemy Warsztaty na temat orkiszu w Pokrzydowa oraz Jarmark ekologiczny w Brodnicy, na które serdecznie zapraszamy.
W imieniu Oddziału Kujawsko Pomorskiego Stowarzyszenia Ekoland
Mieczysław Babalski

I – Warsztaty na temat: „Pszenica Orkisz i inne gatunki zbóż ważnych dla środowiska i człowieka

- kiedyś i dziś”

Miejsce warsztatów: odbędzie się w Domu rolnika i gospodarstwie ekologicznym Państwa Babalskich w Pokrzydowie. (Dom rolnika, plantacje, poletka przykładowe, zakład przetwórczy w gospodarstwie ekologicznym). Na Pojezierzu Brodnickim znajduję się 55 gospodarstw ekologicznych gdzie w 15 uprawia się orkisz oraz jedyne uprawy jarego orkiszu w Polsce i Europie.

Data: 28 lipca 2007 r.

Państwo Aleksandra i Mieczysław Babalscy od 1986 roku prowadzą 10 hektarowe, atestowane gospodarstwo ekologiczne. Znajduje się ono we wsi Pokrzydowo na Pojezierzu Brodnickim.

Miejsce seminarium nie zostało wybrane przypadkowo. To właśnie w tym gospodarstwie prowadzonym metodami ekologicznymi od 20 lat uprawia się i przetwarza pszenicę orkisz oraz inne stare gatunki zbóż – pszenica płaskurka i samopsza. Ponadto w gospodarstwie uprawia się inne zboża, warzywa (marchew, pietruszka, buraczki, fasola), owoce (truskawki, śliwki, stare odmiany drzew owocowych).

W gospodarstwie Państwa Babalskich prowadzone są doświadczenia wspólnie
z Uniwersytetem Warmińsko - Mazurskim oraz Bankiem Nasion z IHAR Radzików.

Ziarno pszenicy orkisz ma bardzo szerokie zastosowanie, m.in. ziarno i przetwory wykorzystywane są w wielu specjalnych dietach, stosowane jest jako dodatek do jogurtów, zup, wykorzystywane jest także w żywieniu zwierząt. Z dojrzałego ziarna produkuje się doskonałe makarony, mąki, kasze, pieczywo, w tym także chrupkie, płatki śniadaniowe, piwo i spirytus.

Przy gospodarstwie istnieje Wytwórnia Makaronu BIO. Przetwarza ona produkty pochodzące z upraw ekologicznych. Wytwórnia Makaronu BIO zajmuje się produkcją: mąki razowej, makaronów razowych, płatków zbożowych, otrąb i kasz. Jak również mąka z uprawy ekologicznej prowadzonej w gospodarstwie trafia do Eko Piekarni gdzie powstaje ekologiczny chleb, a przetwory nie tylko z orkiszu rozprowadzane są przez 30 hurtowni i można je kupić w całej Polsce.

Wykłady oraz warsztaty poprowadzą przedstawiciele: Ministerstwa Rolnictwa, naukowcy z Uniwersytetu WarmińskoMazurskiego, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, IUNG Puławy, doświadczeni rolnicy ekologiczni zajmujący się uprawą pszenicy orkisz, Muzeum w Brodnica i goście z zagranicy Włosi, Niemcy, Szwajcarzy, Węgrzy i Czesi.

Uczestnicy seminarium: przedstawiciele instytutów zajmujących się badaniami na temat orkiszu, rolnicy ekologiczni zajmujący się uprawą orkiszu, przetwórcy ekologiczni oraz handlowcy, doradcy rolniczy i inni zainteresowani. Przewidywana ilość uczestników - 50 osób.

Podczas seminarium odbędzie się wystawa produktów z orkiszu oraz degustacja potraw
z orkiszu.

II – Międzynarodowy Jarmark Ekologiczny z Królewną Anną w Brodnicy

Miejsce: Brodnica, ul. Zamkowa i okolice

Data: 29 lipca 2007

Wystawcy: rolnicy, przetwórcy i handlowcy ekologiczni z Polski i zagranicy.

Celem Międzynarodowego Jarmarku Ekologicznego jest przede wszystkim promowanie zasad i idei rolnictwa ekologicznego. Duży odzew, z jakim spotkała się ubiegłoroczna impreza, sprawił, że jarmark na stałe trafił do kalendarza imprez. Stoiska rolników ekologicznych, rzemieślników i artystów ludowych cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem wśród zwiedzających. Można będzie posmakować i zakupić produkty rolnictwa ekologicznego oraz porozmawiać o tym jak powstają i gdzie są dostępne na co dzień.

W czasie jarmarku odbędzie się konferencja popularno – naukowa nt. „Żywność ekologiczna szansą dla człowieka i środowiska” z udziałem zagranicznych gości.

Podczas jarmarku zorganizowane będą również różne konkursy dotyczące tematyki rolnictwa ekologicznego skierowane do dzieci i dorosłych.

Dużą atrakcję stanowić będzie wystawa plenerowa „Przyroda – człowiek – środowisko” – zobaczymy tu rośliny i zwierzęta występujące na terenie Brodnickiego Parku Krajobrazowego.

Jarmark organizowany jest we współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego
w Warszawie, Brodnickim Parkiem Krajobrazowym oraz miejscowym muzeum.

Dzięki takim inicjatywom rolnictwo ekologiczne staje się przedmiotem dyskusji i zaczyna istnieć w świadomości społecznej.



Temat: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TĄ POLSKA ZIEMIĄ ?
ZIEMIA IDZIE JAK WODA

Boom na ziemię rolną. W ostatnich miesiącach rolnicy kupują grunty na niespotykaną dotąd skalę. Skąd to nagłe zainteresowanie? Im więcej ziemi, tym większe dopłaty z Unii Europejskiej.

Takiego zainteresowania państwową ziemią urzędnicy większości terenowych oddziałów Agencji Nieruchomości Rolnych nie pamiętają. - Więcej ludzi przychodzi na przetargi. Kupnem zainteresowani są szczególnie rolnicy indywidualni - mówi Tadeusz Olech, wiceszef szczecińskiego oddziału agencji.

Liczby mówią same za siebie. W marcu szczeciński oddział agencji sprzedał 550 hektarów, w kwietniu pod młotek poszło już 800 ha, a w maju - według przewidywań agencji - zostanie sprzedane 1200 ha. W czerwcu może być nawet dwa razy tyle.

Również na Warmii i Mazurach zainteresowanie ziemią rośnie z miesiąca na miesiąc. - Na początku maja ruszają przetargi, mamy bardzo wielu chętnych - mówi Zygmunt Komar, dyrektor olsztyńskiego oddziału ANR. - Dzwonią rolnicy zainteresowani powiększeniem gospodarstw o 20 - 30 ha. Wielu dzierżawców ziemi korzysta z prawa pierwokupu.

Także na wschodzie Polski - w Podlaskiem i Lubelskiem - dzierżawcy coraz częściej zwracają się z wnioskami o wykup państwowej ziemi. - W przeszłości nierzadko udawało się sprzedać grunty dopiero na drugim, a nawet na trzecim przetargu, po obniżeniu ceny. Teraz praktycznie wszystko sprzedaje się już za pierwszym razem - mówi Urszula Krakowska, kierownik w gdańskim oddziale ANR.

W Kujawsko-Pomorskiem - na życzenie samych rolników - zwiększyła się liczba przetargów ograniczonych. Na takich przetargach ziemię może kupić tylko rolnik z gminy, na terenie której leżą grunty.

Skąd taki boom na ziemię? Specjaliści są zgodni: głównie z powodu przystąpienia do Unii.

- Rolnicy oceniają, że po wejściu do Unii Europejskiej im gospodarstwo będzie większe, tym przyniesie większe korzyści - tłumaczy Grzegorz Smytry, kierownik sekcji gospodarowania zasobem Agencji Nieruchomości Rolnych w Bydgoszczy. Rzeczywiście - wysokość unijnych dopłat, zależeć będzie od wielkości gospodarstwa. Opłaca się więc dokupić gruntów.

Rolnicy kupują zresztą nie tyko ziemię państwową. Aleksander Jakoniuk, zastępca dyrektora łódzkiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych widzi też ruch na rynku ziemi prywatnej.

Rolnicy wybierają najlepsze grunty. - Mamy problem ze sprzedażą ziemi 5 - 6 klasy: miesięcznie wystawiamy na przetargach od 40 do 60 działek, a bywa, że sprzedajemy 10 - mówi Jan Wojda z ANR w Lublinie.

Na Pomorzu Zachodnim największym zainteresowaniem cieszą się tereny rolne koło Pyrzyc, Stargardu, Gryfic. Tam są jedne z najlepszych jakościowo gruntów w Polsce. O ile średnia cena hektara w regionie utrzymuje się na poziomie 4,5 tys. zł, o tyle w okolicach Pyrzyc - gdzie przeważają czarnoziemy - sięga 10 tys. zł za hektar.

Na wzrastające zainteresowanie ziemią ma wpływ jeszcze jeden czynnik - w ubiegłym roku sprzedaż była ograniczona, bo agencja - wobec niejasności przepisów - trzymała grunty na ewentualne rekompensaty dla zaburzan. Na początku roku przepisy się zmieniły i mogą już ziemię sprzedawać.

Są też inne przeszkody w sprzedaży państwowej ziemi, dotyczy to głównie Wielkopolski i Łódzkiego. - Około 80 proc. ziemi w regionie to ziemia, wobec której byli właściciele zgłaszają roszczenia - mówi Paweł Wachowiak, zastępca dyrektora poznańskiej Agencji Nieruchomości Rolnych. Takich gruntów sprzedawać nie można.

Andrzej Stankiewicz korespondenci "Rz"

VIDE: dzisiejsza RZEPA
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040423/kraj/kraj_a_1.html



Temat: Turystyka a sprawa pruska ;)
Odbiegnę od świadomości regionalnej - tego nie da się narzucić - to trzeba poczuć. Skupię się na turystyce.
Dobrze, że włodarze przeprowadzili badania, tylko wcześniej było trzeba wsadzić zadki w samochód i pojeździć trochę. Tak, tylko jeszcze trzeba dostosować termin, byle nie po Pierwszym Dniu Wiosny i Dniu Sprzątania Świata, bo dzieciaki dość dobrze przykładają się do sprzątania ( i wcale nie jest to dla nich pouczające, to tylko wolny dzień od budy). Tak, i dobrze wybrać miejsce - nie jakieś "extra odcyknięte" gospodarstwo agroturystyczne czy dewizową stadnine "przyjaciela". Tak, i nie w miejsce gdzie ostatnio "przepychaliśmy" zmianę miejscowego planu zagospodarowania z terenów rolnych na "lekką zabudowę letniskową" z całorocznymi budynkami, bo tam się nie dojdzie do linii brzegowej przez poszatkowane, pogrodzone dwumetrowymi parkanami parcelki, a jak już przypadkiem uda się dojść do jeziora to do wody nie można się dopchać (przecież rolnictwo i tak upadło wraz z PGR'ami w naszym regionie, a sprywatyzowane popegeerowskie pola i zabudowania straszą hektarami ugorów i ruinami budynków). Tak, i najlepiej jechać autem terenowym, bo reprezentacyjny sedan może coś zostawić z podwozia albo zawieszenia na drodze w „standardach europejskich” (chociaż taki stan dróg ma swoje plusy). Tak, i wcześnie z rana, i na początku tygodnia, i najlepiej po za sezonem, bo mazurskoeuropejskie bany i obwodnice miast w sezonie, szczególnie w okolicach weekendowych zatykają się BGR’ami BKL’ami, BL’ami, WZ’ami WX’ami, którzy nie mogą zrozumieć, że „lepiej pięć minut później, niż pięćdziesiąt lat za wcześnie” (oczywiście to mój regionalizm, w innych częściach województwa blachy zapewne są inne). Tak, i wziąć drugie śniadanko z domu, bo na prowincji drożyzna, a pod domem Plus, Karfur, Lidl, Rast, Lewiatan, no i „na szczęście Biedronka jest tak blisko”. Tak...
Byle tylko nie trafić na dzierżawioną binduge, gdzie obok kontenera na śmieci uzbierały się już ze trzy nowe, tylko kontenery ktoś zapomniał dowieźć, gdzie najbliższe krzaczki uparcie ktoś „nawozi”, bo tojtoj już po tygodniu przelał się wierzchem i grozi skażeniem biologicznym okolicy... Byle nie trafić na pole namiotowe, gdzie głównym punktem pola, najbardziej obleganym jest budka z pianką z kija, a ta dzisiejsza młodzież po zupie chmielowej taka rozwydrzona... Byle nie trafić na „camping” do sadu lub ogródka prawdziwego gospodarza, bo można wdepnąć w kacze lub krowie łajno... Byle... byle do następnej zimy, prawdziwej zimy, może wtedy spadnie śnieg i przykryje cały ten syf.

Nie jestem sceptycznie nastawiony, boże broń. Na szczęście jestem miejscowy, a „sezon” to tylko 2-3 miesiące. I mam pytanie, może bezsęsowne: jaką korzyść dla ogółu społeczeństwa w regionie ma rozwój turystyki jako „turystyki”? Ja jakoś nie mogę nic dostrzec.
Ile hoteli, agroturystyki, pól minowych i wymiotowych (ups! miało być namiotowych ale jakoś tak samo się napisało) powstanie nowych? Jakie zaplecze gastronomiczne? Kto po za właścicielami na tym korzysta? Włodarze? Podatki są i tak takie same – turyści nie mają znaczenia. Pracownicy? I tak pracują za najniższe krajowe i na czarno bo na ich miejsce jest „tysiąc chętnych”. Pod tym kątem promocja regionu jest niepotrzebna – to jest oczywiste i zawsze znajdzie się inwestor w „hotelarstwie” i „gastronomi”.
A może potrzebna zamiast turystycznej jest promocja zachowawcza?! A może zachęcać do otwierania szaletów, może „skanalizować” pola i biwakowiska, żeby mydło i inne detergenty nie płynęły wprost w ziemię do jezior? A może zamiast wydawać kasę na badania czegoś co jest oczywiste (dlaczego jeździsz na Warmię i Mazury?) stworzyć służby odpowiedzialne za porządek i utrzymanie czystości.
Żyjemy w oszczędnym społeczeństwie, bo jak nie oszczędzać i jechać na wczasy? Zakupy superhiperbógwiecojeszczemarkiety spożywcze i budowlane – nie lokalne „mini” punkty. Kupka w parku pod krzaczkiem, bo w szalecie 1 pln chcieli – rozbój w biały dzień! Dzieciaki chciały na Zamek – tam to dopiero bandytyzm! 50 pln za głowe! Aż takim miłośnikiem krzyżaków nie jestem, tfu...
Dlaczego z Mazur pamiętane są jeziora i lasy? Tak z moich obserwacji: pole namiotowe (ośrodek z domkami) 20 pln za dobe, skrzynka piwa z Plusa po 2.50 za sztukę, kiełbaski z Reala 9.99 pln za kilo, grill z Biedronki 13.99 pln – mgliste wspomnienia z urlopu – bezcenne.

Aluzje są zamierzone, wyolbrzymień strasznych nie ma, nawiązania do reklam celowe. Reklamy kłamią – oby te o Warmii i Mazurach były prawdziwe.
Styl może tylko mało czytelny ale od pory wypracowania maturalnego to najdłuższy tekst jaki napisałem.

Akszugor, wydaje mi się, że odczucia większej ilości osób z tego forum, jak napisałeś powyżej są oczywiste. Jednak nie mogłem się powstrzymać od zgryźliwości względem artykułu.
pozdrawiam



Temat: Proboszcz i Internet [Rzeczpospolita]
Witam!

Ciekawy artykuł z "RZ":

Ksiądz z Długoborza na Pomorzu walczy o telefony dla wsi

Proboszcz i Internet

Ksiądz Tadeusz Burzyca, 35-letni proboszcz parafii św. Jana Ewangelisty i
Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Długoborze po pięciu miesiącach starań
o zainstalowanie przez Telekomunikację Polską SA łącza SDI lub ISDN we wsi,
w której są dwa telefony - w probostwie i szkole - rozkłada bezradnie ręce.

Proboszcz w listopadzie 2002 r. zwrócił się do dyrektora oddziału TP SA
Obszar Telekomunikacyjny w Elblągu o zainstalowanie ISDN (łącze cyfrowe) lub
SDI (technologia dostępu do Internetu) w parafii. Pisał, że "pomimo
położenia nowej instalacji wraz z przyłączem do każdego gospodarstwa nadal w
wiosce Długobór są tylko dwa telefony: szkoła i probostwo. Od instalacji
minęły już dwa lata! ". Telefony szkolny i parafialny są podłączone do linii
napowietrznej, która przy silniejszym wietrze ulega awarii.

Proboszcz pisze, że chce mieć szybszy dostęp do Internetu zarówno dla
siebie, jak i po to, by dzieciom i młodzieży - "w ramach ÄŚrekompensatyÇ za
zamieszkiwanie terenów po PGR-owskich" - umożliwić korzystanie z komputera
wraz z połączeniem internetowym. Na razie można korzystać tylko z łącza
ogólnodostępnego, co odbywa się bardzo wolno.

Z informacji proboszcza wynika, że telefony nie są podłączone, bo TP SA nie
ma pieniędzy na kupno odpowiedniej centrali. Firma ma za to wszelkie
niezbędne zezwolenia i przyznaną lokalizację.

Pod koniec listopada 2002 r. ksiądz Burzyca "z całą mocą popiera" inicjatywę
mieszkańców parafii, którzy w podpisanym przez 89 osób piśmie (parafia
obejmująca 11 wiosek ma 720 mieszkańców i liczy 192 rodziny) proszą
kierownika oddziału utrzymania systemów i urządzeń dostępowych w TP SA
Elblągu o podłączenie telefonów do zainstalowanych dwa lata wcześniej linii.
Pod listem proboszcza do TP SA podpisał się też Edward Bułhak, wójt i
Jadwiga Kos, dyrektor szkoły.

Adresat nie odpowiedział na pismo przez dwa miesiące. W styczniu proboszcz
pisze więc do dyrektora Obszaru Telekomunikacyjnego TP SA Gdańsk, a kopie
pisma przesyła do prezesa TP SA Marka Józefiaka. W styczniu ksiądz złożył

również do Danuty H?bner, szefowej Komitetu Integracji Europejskiej,
Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Rolnictwa, Urzędu Marszałkowskiego
Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

NIK szybko zwróciła się do TP SA o informacje, czy dostała "środki unijne na
telefonizację terenów wiejskich i czy ewentualnie przeznaczono je na ten cel
w Długoborze i wioskach przyległych". Kancelaria Premiera poprosiła Urząd
Regulacji Telekomunikacji i Poczty "o ustosunkowanie się do podniesionej
kwestii i udzielenie odpowiedzi zainteresowanemu". Minister H?bner także
zleciła zbadanie sprawy, czy pieniądze na telefonizację parafii pochodziły
ze środków UKIE.

W lutym 2003 r. wydawało się, że "akcja mailingowa" proboszcza odniosła
skutek. Wiesława Jasińska, kierownik Biura Obsługi Klientów TP SA w Elblągu,
w liście z 19 lutego, przepraszając za "opóźnienie w udzieleniu odpowiedzi"
(to standardowy zwrot w korespondencji TP SA z klientami - przyp. t. św.),
"uprzejmie informuje", że "na podstawie złożonych list TP niezwłocznie
zawrze z każdym wnioskodawcą umowy o świadczenie usług telefonicznych". "W
celu podpisania umowy każdego z wnioskodawców odwiedzi nasz
przedstawiciel" - pisze pani kierownik. Ale w następnym zdaniu rozwiewa
wszelkie nadzieje: "Świadczenie usług powszechnych nastąpi w terminie
określonym w umowie, nie dłuższym niż 18 miesięcy od dnia zawarcia umowy".

24 lutego ksiądz Burzyca prosi kierownik Jasińską o zaliczenie na poczet
tych 18 miesięcy 29 miesięcy, jakie parafianie oczekują już na podłączenie
telefonów. Pismo pozostało bez odpowiedzi, a "Rz" nie udało się skontaktować
z panią kierownik. Jej telefon nie odpowiadał. W marcu we wsiach pojawili
się przedstawiciele TP SA, którzy zaczęli podpisywać z mieszkańcami umowy.
Pod koniec marca proboszcz zwrócił się o pomoc do rzecznika praw
obywatelskich.

Tomasz Świderek





Temat: Wakacyjne salony dygnitarzy PRL do wzięcia od zaraz
"Minister Mariusz Błaszczak, szef Kancelarii Premiera, chce jak najszybciej oddać większość z 11 rekreacyjnych placówek, którymi zarządza jego urząd. Dzięki temu zaoszczędzi ponad 10 mln zł.
Minister myślał, że wystawi nieruchomości na licytację. Ale to niemożliwe - kancelaria nie może sprzedać nieruchomości, bo nie są jej własnością. Ma je w trwałym zarządzie i może zarząd wygasić, przekazać jednostkom Skarbu Państwa lub wydzierżawić.
W zeszłym roku kancelaria pozbyła się jednego ośrodka. W kwietniu 2007 r. przekazała drugą placówkę, a do końca roku zamierza to zrobić z kolejnymi pięcioma.
Kancelaria przygotowuje już procedurę wygaszenia zarządu nad Gryfem w Kołobrzegu oraz Zespołem Hotelowym Kormoran w Mierkach. Pierwszy trafi w ręce starosty kołobrzeskiego, a drugi wojewoda warmińsko-mazurski przekaże na własność powiatowi olsztyńskiemu.
Historia placówek wygląda na ogół tak: w kwietniu 2007 r. Kancelaria Premiera przekazała ośrodek w Łęguckim Młynie (gmina Gietrzwałd) Państwowemu Gospodarstwu Leśnemu Lasy Państwowe - Nadleśnictwo Stare Jabłonki. Ono zaś, jak najszybciej, przeniosło zarząd nieruchomości na Skarb Państwa, a ściślej - na starostę olsztyńskiego.
Najwięcej problemów przysparzają starym i nowym właścicielom leśne ośrodki. Pod koniec maja kancelaria poprosiła starostę olsztyńskiego, by wygasił zarząd nad ośrodkiem Rybaczówka. Ale tylko części zabudowanej, bo administrację leśnej ma otrzymać dyrektor generalny Lasów Państwowych. A to trwa. Wiedzą o tym w ośrodku Rybaki w gminie Stawiguda. Kancelaria przekazała olsztyńskiemu oddziałowi Agencji Nieruchomości Rolnych jego budynki, ale las trafił do Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe - Nadleśnictwo Nowe Ramuki. Przekazywanie trwało rok.
Lasy Państwowe były tym bardziej niezadowolone, że wraz z gruntem otrzymały budynek z mieszkańcami. Czym prędzej przerzuciły więc "gorący kartofel" do ANR. Agencja za to wkrótce przekaże go nieodpłatnie Caritas Archidiecezji Warmińskiej.
Tylko podwarszawski ośrodek Mała Wieś ma wzięcie. To piękny, klasycystyczny pałac z XVIII wieku otoczony parkiem. Nic dziwnego, że spadkobiercy właścicieli chcą go odzyskać. Postępowanie toczy się przed wojewodą mazowieckim. Mimo to Kancelaria Premiera wystąpiła o wygaszenie zarządu nad ośrodkiem. - Przygotowujemy też wniosek w sprawie ośrodka w Jadwisinie - mówi Beata Skorek z Centrum Informacyjnego Rządu.
Jadwisin nad Zalewem Zegrzyńskim to też łakomy kąsek (zabytkowy XIX-wieczny pałac, była posiadłość Radziwiłłów).
Czterech posiadłości urzędnicy nie oddadzą w ogóle. To m.in. ośrodki: Trójca na zboczu góry Jaworów (woj. podkarpackie), Grodno I w Międzyzdrojach oraz Łańsk w Puszczy Nidzickiej. W czasach socjalizmu słynął on z polowań dla prominentów, m.in. Leonida Breżniewa.
Ośrodkiem, który pozostanie rządowym, jest też Święty Konstantyn w Bułgarii.
Bernadeta Waszkielewicz"

.. żródło: www.rzeczpospolita.pl



Temat: Przyszłosć jaka ona bedzie...
A może Jakubie trzeba te pretensje kierować do tych , którzy prawo w Polsce stanowią, zarówno AWS z Kaczyńskimi, SLD i ówczesne PO tez AWS, żeby nie mieszać w nazwach, nic w tej materii przez z górką 10 lat nic nie zrobili, a wystarczyło dać tym wszystkim nieszczęśnikom akty własności i byłoby z głowy, o ile ludzi wyrzucono z tych posiadłości na korzyść byłych niemieckich właścicieli, to jest to sprawa haniebna i należy ją nagłośnić ku przestrodze. Tylko do tego trzeba niezbitych dowodów w postaci aktów własności wystawionych na Niemca , a nie Polaka z niemieckim nazwiskiem.
Wiemy jednak wszyscy, że ruguje się ludzi z ich ziem nie tylko z tego przyczynku o jakim piszesz, powodów jest milion i każdą sprawę należy rozpatrywać indywidualnie, a nie używać sztampy i wprowadzać atmosferę najazdów Niemiec na IV Rzeczypospolitą, gdyby to był problem krajowy, a nie incydentalny lokalnie zapewne Kaczyńscy grzmieliby z Kurskim na czele, że potomkowie , pobratymcy i koledzy z wojska dziada Tuska odbierają pradawne ziemie rodowitym Słowianom, czyniąc przy okazji kampanie swoich ideałów narodowościowych i jak bardzo musimy bać się Niemców i w ogóle całej Unii. Boli w tym wszystkim jedynie fakt, że właśnie tymi "wyrzuconymi" nikt z owych orędowników Polskości zająć się nie chce, a czekają na samoistne rozwiązanie się problemu, który sam się nie rozwiąże, nawet za następnych 100 lat. Zauważyć trzeba, bo może umknęło to czyjejś uwadze, że zakup ziemi w Polsce jest dość mocno obwarowany prawnie i czynią to nie tylko Niemcy, ale obywatele całej Unii.
Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa potem Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa na Warmii i Mazurach dysponowała areałem 922 tysięcy hektarów Tworzono z nich 2,500 hektarowe gospodarstwa , których szczerze mówiąc nikt Niechciał wziąć, mówimy tu nie tylko o ziemi, ale i ludziach z nią związanych, mówimy o ich demoralizacji i niskim poziomie świadomości i wykształcenia. Wziąć taką ziemię znaczyło przejąć ją z inwentarzem, ale parkiem maszynowym również, nie mam ochoty ponownie tłumaczyć wszystkich zawiłości tych mechanizmów, ale zaznaczyć trzeba, że 45 tysięcy hektarów zostało przekazanych bezpłatnie w użytkowania , 5 200 hektarów zostało przekazanych Kościołowi Katolickiemu , który swoje ziemie władcza do majątku KK na świecie, a jedyną władną organizacją w podjęciu decyzji co do jej dalszych losów jest Watykan, tu zagrożenia nie widać, ale Niemcami straszy się już dzisiaj dzieci w szkole.
Myślę że dalsze wyjaśnienia nie mają sensu, bo to i tak nic nie da, zaznaczę tylko, że 06.06.2002 weszła w życie ustawa nakazująca wykupienie ziemi dzierżawionej na własności i z tego co wiem na Warmii i Mazurach cena za 1ha była najwyższa w Polsce bo przekraczała 3,500 złotych, a w obecnym czasie gruntów wolnych praktycznie nie ma, a ceny są astronomiczne. Straszy się nas masowym wykupem przez Niemców ziem zachodnich , Śląska , Prus Wschodnich i Kaszub , czy komuś coś wiadomo, czy generalnie dotyczy to firm które inwestują w Polsce i jest to jeden z warunków ich lokalizacji, oczywiście ulgi w podatkach, uzbrojenie i cała infrastruktura, tylko trzeba określić czego tak naprawdę się chce , czy zatrudnienia dla bezrobotnych , czy łąk do leżenia na kocu dla tych ostatnich. Zgodnie z ustawą o ustroju rolnym , prawo pierwokupu pozostawiło sobie państwo, potem dzierżawcy, potem najbliżej mieszkający danego areału. Wielkość areału ustalono dla gospodarstw rodzinnych do 300 ha dla zakładów rolnych bez ograniczeń, aby uniemożliwić spekulacyjny system KRUS ustalono dolną granicę areału. Nabywający musi być przeszkolonym i posiadać odpowiednie wykształcenie rolne lub średnie i wyższe, a także pięcioletni starz w gospodarowaniu. Mamy 12 letni okres przystosowawczy z oficjalnych danych w obrocie jest tylko 20% użytków rolnych przejętych przez ARR inne zostały już sprywatyzowane i wykupione, mowa jest o Warmii i Mazurach , w byłym Słupskim w obrocie pozostało 50% i nikt tego nie chciał, więc o jakim zagrożeniu mówimy, że ktoś przyjdzie i wykupi, a niech kupuje i Niemiec byle przynosiła ta ziemia zyski państwu i nie leżała odłogiem. Skoro ktoś ma akt własności to nikomu do tego nic co z tą swoją ziemią zrobi. Mimo tego państwo stwarza dodatkowe obwarowania jeśli ma być ona sprzedana w ręce obcokrajowców, ale to sprawa Administracji Wewnętrznej, a wszystkie nadużycia są karalne o czym, nie jeden cwaniaczek, szczególnie w Zachodnio Pomorskim już się przekonał.
Do 2001 w skali całego kraju sprzedano cudzoziemcom 643 ha, w dzierżawie spółek z udziałem zagranicznym było 127 tys. ha, z tym że cały zasób ziemi do wykorzystania w Polsce to 4.700.000,00 ha, oczywiście pozostających w gestii państwa . W warmińskomazurskim cudzoziemcom do 2001 roku sprzedano 80 ha czyli 0,04% zasobu. Spółkom z mniejszościowym kapitałem sprzedano 7 tysięcy 188 ha, czyli 3,19%. Jeśli chodzi o dzierżawę, to większościowy kapitał wydzierżawił 3 tysiące 717 ha, a mniejszościowy - 7 tysięcy 160 ha, co stanowi 0,8% zasobu. Ziemię kupiła spółka surowców mineralnych. Jest to kapitał fiński.
W skrócie tak właśnie przedstawia się straszliwa ekspansja, Niemców na ziemi Prus Wschodnich , zagrażająca polskiej racji stanu. Prawdą jest jednak, że w ostatnich latach parametry owe nieco się zmieniły, ale wynika to z inwestycji kapitałowych jaki zachód czyni na terytorium IV Rzeczypospolitej.



Temat: Piktogramy w Stradunach k/Ełku 2006
Ufoludki bez OC
źródło : Gazeta Współczesna
Rafał Rusiecki

Nieziemskie istoty? Może dowcipni studenci, którzy mocno się nudzili? Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, kto zrobił dwa kręgi na polu w Stradunach.

Kiedy wspominam we wsi o UFO, to znajomi pukają się znacząco w głowę - mówi Mirosław Wojsiat, pracownik gospodarstwa rolniczego, na którym pojawiły się piktogramy. Znaki są dwa. Jeden to owalne koło, a drugi przypomina pierścień z "dziurką” w środku. Na pole pszenicy wędrują mieszkańcy okolicznych miejscowości. Niektórzy przyjeżdżają z daleka. Wszyscy na własne oczy chcą zobaczyć, co tutaj się stało i odpowiedzieć, na wydawałoby się proste pytanie, kto to zrobił i po co.
Masa pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Wszyscy, którzy tutaj przyjechali zachodzą w głowę, w jaki sposób można było wycisnąć w pszenicznych łamach idealne figury. Piktogramy są znakomicie widoczne z głównej drogi. Jadąc samochodem z Ełku do Stradun bez problemu można im się przyjrzeć. Po lewej stronie jezdni, tuż przed wsią, "wyłania się” owal pierwszego koła. Drugi znak znajduje się pięć metrów dalej za załamaniem górki.
Wyglądają jeszcze lepiej, niż w programach telewizyjnych
- Oglądaliśmy podobne rzeczy w telewizji na programie Discovery, ale nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć czegoś podobnego na własne oczy - przyznają turyści z Koszalina, którzy odpoczywając na Mazurach dowiedzieli się o tajemniczych znakach i przyjechali do Stradun. - Tutaj też wygląda to nieźle. Raczej nie wierzymy w opowieści o ufoludkach, ale nie wiemy, po co robiłby to człowiek.
Mieszkańcy Stradun śmieją się z tego i nie dopuszczają do siebie myśli, że kręgi mogły zrobić nieziemskie istoty. Nikt nie chce tutaj uwierzyć w latające spodki i najazd kosmitów.
- Prawdopodobnie to jeden wielki żart - nie może zachować powagi w rozmowie z nami sołtys Stradun, Barbara Kiecko. - Mieszkańcy wsi na pewno nie poszliby tego zrobić, bo w ten sposób niszczy się zboże. Może ktoś chciał wzbudzić ciekawość. Normalnie turyści nie zatrzymują się tutaj często...
A teraz ciekawskich z dnia na dzień jest coraz więcej. Szturmują więc pole, na którym szukają znaków lub wskazówek pozostawionych przez kosmitów. Do Stradun zaczynają ściągać prawdziwe pielgrzymki.
Coś w tych kręgach jest
- Słyszałem, że kręgi pojawiły się o godz. 15 w biały dzień - wyjaśnia Jacek Olejniczak, który wraz z siostrzenicą przyjechał do Stradun z niedaleko położonych Oracz. - Coś w tym jest. Można nawet uwierzyć w UFO. Nikt chyba nie chciał się na tym dorobić. Ciężko zrozumieć, co to może oznaczać. Może to jakaś przestroga, a może przepowiednia lepszego bytu? Nie przypominam sobie czegoś podobnego w okolicy.
Podobnego zdania są Bogusław Zabielski i Mieczysław Szczepanik. Obaj są pasjonatami pozaziemskich oddziaływań i od lat przemierzają województwo warmińsko-mazurskie wzdłuż i wszerz w ich poszukiwaniu. Badają przede wszystkim tajemnicze znaki w zbożach. Mają nawet własne stowarzyszenie, które nazwali Warmińsko-Mazurską Grupą Ufologiczną. O kręgach w Stradunach dowiedzieli się przez administratora strony internetowej, z którym skontaktowała się jedna z pasażerek autobusu.
- Byliśmy na tym polu jako jedni z pierwszych - opowiada Bogusław Zabielski, zapalony badacz pozaziemskich znaków. - Mnie najbardziej uderzyło to, że krąg bliższy drodze składał się z czterech ćwiartek o różnych odcieniach. Tworzy to tzw. efekt płyty kompaktowej. Poruszając się po jego obrzeżach ma się wrażenie, że ćwiartki kręcą się razem z nami. Jesteśmy pod wrażeniem.
Ufolodzy z Olsztyna spędzili na pszenicznym polu w Stradunach pięć godzin. Fotografowali, mierzyli, sprawdzali pomiary licznikiem Geigera. Zbadali prawie każde źdźbło zboża w środku kręgów i w ich pobliżu.
- Nie udało nam się znaleźć nic, co by wskazywało, że piktogramy powstały z ręki człowieka - mówi Bogusław Zabielski. - Sprawdzaliśmy ślady w glebie. Pobraliśmy próbki ziemi. Szukaliśmy ingerencji ludzi w postaci śladów mechanicznych. Sprawdziliśmy także licznikiem Geigera pomiary tła otoczenia. Robiłem to osobiście dwoma licznikami pięciokrotnie. Okazało się, że promieniowanie w środku kręgów jest o 10 jednostek większe, niż w innych miejscach na polu. Nie wiem, czy to normalne. Nie możemy jednak na 100 procent stwierdzić, że kręgi są dziełem istot pozaziemskich.
Pracownicy gospodarstwa rolniczego w Stradunach krzątają się wokół tego miejsca codziennie. Żaden z nich nie zauważył jednak nic dziwnego. Sami także mają wyjaśnienie dla kręgów, które powstały w ich miejscu pracy.
Przyroda też jest zdolna do stworzenia czegoś podobnego
- Dziwni ludzie, jeśli wierzą w UFO - kwituje krótko Mirosław Wojsiat, spoglądając w stronę znaków z ciągnika. - Cały czas ktoś tu zagląda. Myślę, że zadziałały tutaj prawa natury. Nieraz widziałem wiry powietrzne, które kołysały łanami zboża. Może właśnie jeden z nich to zrobił?
Niektórzy z odwiedzających zastanawiają się, czy nie zrobił tego sam właściciel pola. Może w ten sposób chciał na siebie zwrócić czyjąś uwagę, przyciągnąć tutaj wczasowiczów...
- Ja tam myślę, że ufoludki zrobiły mniejsze straty, niż ludzie, którzy mi teraz wydepczą resztę pola - uśmiecha się Mariusz Zarzycki, zarządca gospodarstwa rolnego. - Mam ciekawsze zajęcia, niż latanie w kółko po zbożu i tworzenie jakiś znaków. Może ufoludki szukają kontaktu z dobrymi ludźmi. Straduny są przecież znane z gościnności. Z drugiej strony, tak na poważnie, ufoludek to też ktoś, tylko nie ma ubezpieczenia OC. Inaczej żądalibyśmy odszkodowania za zniszczone plony.
Właściciel ocenia stratę na około 100 złotych.
- Za chwilę skoszę zboże i będzie święty spokój - zapowiada Mariusz Zarzycki. - Zasiejemy nowe. Może za rok nikt nas nie nawiedzi i nie wydepcze?
Na razie kręgi ratuje pogoda. Padający od kilku dni deszcz uniemożliwia wyjście w pole kombajnom.
Przypadek ze Stradun nie jest jednak odosobniony. Badacze z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej odnotowali cztery inne miejsca w regionie, w których powstawały w ostatnich latach piktogramy. Większość z nich pojawiła się właśnie we wschodniej części województwa.
- Zajmuję się podobnymi zjawiskami od 20 lat, ale dopiero w 2001 roku spotkaliśmy się z pierwszymi piktogramami na Warmii i Mazurach - tłumaczy Bogusław Zabielski. - Pierwszy badaliśmy w Kruklankach pod Giżyckiem. Był to krąg pierścieniowy. Od tego czasu zbieraliśmy coraz więcej informacji na ich temat. Rok później pojechaliśmy do Droszewa pod Czerwonką, gdzie natknęliśmy się na sześć połączonych kręgów.
Najbardziej urodzajny w kręgi był rok 2004. Wtedy to znaki pojawiły się w dwóch miejscach. Najpierw w Stawnicy koło Korsz. Badacze znaleźli tam sieć plątanin i ścieżek. Wykluczyli jednak, by powstały przez zwierzęta. Na następne piktogramy natknęli się w Elblągu. Pojawiły się tam trzy malejące kręgi połączone korytarzami.





Strona 1 z 2 • Zostało znalezionych 30 rezultatów • 1, 2
 
 
Podobne strony
 
 
   
Copyright 2006 Sitename.com. Designed by Web Page Templates